29
2022
2014-02-18

Znani? Nieznani? - Stąd/wywiad z Lechem Zakrzewskim


Lech Zakrzewski to postać znana wielu naszym czytelnikom – muzyk, kabareciarz, poeta, dziennikarz, społecznik, terapeuta. Wprawdzie urodził się na drugim końcu Polski, ale nazywany jest bardem Podlasia. Naszym czytelnikom opowie o swoich różnych pasjach i ciekawym życiu. 
 
- Na Podlasiu mieszkasz już pewnie połowę swojego życia, ale twój „kraj lat dziecinnych” leży chyba daleko stąd?
- Urodziłem się w 1957 roku w Trzciance Lubuskiej, czyli na terenie obecnego województwa wielkopolskiego, gdzie osiedlili się rodzice po przesiedleniu z dzisiejszej Białorusi - przedwojennych Kresów Wschodnich, konkretnie z miejscowości Lebiedziewo powiat Mołodeczno woj. nowogródzkie. Na Białorusi do dziś mieszka liczna rodzina mojej mamy. Utrzymujemy kontakt. Odwiedzamy się. Babcia zmarła w Mińsku (Białoruskim) mając lat 101.
 
- Okazuje się więc, że przywołany w „Panu Tadeuszu” Mickiewiczowski „kraj lat dziecinnych” był ziemią rodzinną twoich rodziców?
- Rzeczywiście. Później rodzice wyruszyli „za chlebem” na Dolny Śląsk. Mieszkaliśmy w różnych miejscowościach w okolicach kopalni i elektrowni w Turoszowie. Ostatecznie osiedliliśmy się w Opolnie Zdroju w gminie Bogatynia. W Opolnie ukończyłem podstawówkę, LO w Bogatyni i pojechałem na studia do Opola.  W Wyższej Szkole Pedagogicznej studiowałem filologię rosyjską.
 
- Ten kierunek studiów zwykle sprzyja rozwojowi artystycznych zainteresowań…
- Tak było. To w akademiku nauczyłem się grać na gitarze, a piosenki w języku rosyjskim, szczególnie takich wykonawców jak Włodzimierz Wysocki i Bułat Okudżawa, lubię wykonywać i teraz. Gram, śpiewam, komponuję do dzisiaj. Właśnie na studiach ożeniłem się z Podlasianką z Niecieczy. Trzeba było iść do pracy. Urodziło się dwoje dzieci i jeszcze pojawił się mój problem z alkoholem. Studiów ostatecznie nie ukończyłem, została mi do napisania praca magisterska. Trzy lata pracowałem w szkole podstawowej, liceum ogólnokształcącym i szkole zawodowej, ucząc języka rosyjskiego i innych przedmiotów. Po trzech latach pracy w szkole otrzymałem propozycję objęcia w gminie Dobrzeń Wielki funkcji szefa Zarządu Gminnego ZSMP, Komendanta Hufca ZHP i sekretarza organizacyjnego Komitetu Gminnego PZPR. Moją rolą było m.in. pisanie przemówień. W międzyczasie żona skończyła studia, zaczęła pracę w szkole pod Opolem, ale zdecydowała się wrócić do rodziców do Niecieczy. W roku 1986 przyjechałem do Niecieczy. Jak się okazało, już na stałe.
 
- Czy wtedy rozpoczęła się twoja przygoda z kulturą?
- Na początku na zasadzie porozumienia stron zatrudniono mnie w Jabłonnie Lackiej w Komitecie Gminnym PZPR na stanowisku sekretarza organizacyjnego. Wtedy też stanąłem na estradzie. W 1987 roku biblioteka obchodziła 40-lecie swojego istnienia. Ktoś rzucił pomysł stworzenia jakiejś grupy artystycznej, aby przygotować program rozrywkowy z tej okazji.  Zmontowaliśmy kabaret „Dama". W jego programie znalazły się różne satyryczne teksty oraz moje piosenki. Śpiewałem je przy akompaniamencie gitary. Program się spodobał, zaczęliśmy jeździć z nim do sąsiednich gmin i dalej. Wkrótce zaproponowano mi pracę w powstającym właśnie Gminnym Ośrodku Kultury. Dostałem angaż na dyrektora i byłem nim w latach 1987-1996.
 
- GOK dopiero powstawał, ty rozkręcałeś jego działalność. Opowiedz o tym dziesięcioleciu.
 – Pierwsza wielka impreza to były Dożynki Wojewódzkie w Jabłonnie Lackiej w 1988 roku. W 1991 roku zainicjowałem też „Noc Poetów”. Impreza odbywa się do dzisiaj, a ja tradycyjnie jestem jej konferansjerem. W tym roku będzie już po raz 22. Powstało ognisko muzyczne oraz, przy ogromnym wsparciu RSP w Morszkowie, orkiestra dęta. Tak jak mówiłem, działał kabaret. W sposób satyryczny podejmowaliśmy różne tematy związane z życiem podlaskiej wsi. Teksty były różne, autorstwa mojego i członków grupy oraz z innych kabaretów. Wykorzystywaliśmy też stare przedwojenne humoreski. Z kabaretem „Dama” jeździliśmy także na imprezy ogólnopolskie.  W tym czasie pisałem oczywiście najwięcej piosenek kabaretowych. Powstała wtedy „Maryśka”, jeden z moich najbardziej charakterystycznych przebojów. Był hitem. Jego główny refren brzmi „Nie wyjeżdżaj Maryśka do miasta!”. Obecnie też go czasami wykonuję.
 
- A cenzura? Przecież trwał jeszcze PRL i istniał Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk.
- Urząd istniał jeszcze do 1990 roku, ale wtedy już nikt tak bardzo cenzurą się nie przejmował. Trzeba było uważać na pewne słowa i tematy.  Nie mieliśmy problemów. Wracając zaś do „Maryśki”, to okazuje się, że wykonują ją różne zespoły, w radio też słyszałem, czasami trochę przerobioną. Nagrałem nawet teledysk z „Maryśką”, który był emitowany w programie rolniczym „Tydzień”.
 
- Wtedy poruszała ważny temat braku żon dla rolników. Teraz Maryśki wyjechały nie tylko do miasta, ale jeszcze dalej, do Irlandii, Anglii, Niemiec i tam wychodzą za mąż. Wróćmy jednak do lat 90-tych. Wiem, że w tym czasie działałeś też w Związku Młodzieży Wiejskiej.
- Na początku lat 90-tych nawiązałem współpracę z Fundacją Kultury Wsi i ZK ZMW. Byłem przez 3 lata zastępcą przewodniczącego Zarządu Krajowego ZMW do spraw kultury. Szefem ówcześnie był Janek Bury, obecnie poseł i rzecznik prasowy Klubu PSL. Współorganizowałem dożynki krajowe ZMW, spotkania zespołów ludowych z całego kraju w Tarnowie, Cieplicach, Krakowie, duże imprezy plenerowe wraz z Fundacją Kultury Wsi z Krakowa. W tamtych latach poznałem i zaprzyjaźniłem się ze Staszkiem Jaskułką, aktorem, który wielokrotnie prowadził koncerty Nadbużańskich Spotkań Folklorystycznych w Sokołowie Podlaskim. 
 
- Wtedy też wypłynąłeś jako samodzielny twórca i wykonawca?
- Poza tekstami kabaretowymi dla „Damy” zacząłem pisać wiersze i teksy piosenek o charakterze refleksyjnym i lirycznym. W 1989 roku na siedleckim „Satyrykonie” otrzymałem nagrodę za indywidualność tego przeglądu. Występowałem na imprezach poetyckich w Baranowie Sandomierskim, w pięknym renesansowym pałacu. Szczególnie miło wspominam klimat krakowskich kawiarni, gdzie w roku 1992 występowałem ze swoimi mini-recitalami w ramach Krakowskiej Panoramy Literackiej. Od roku 1994 zainteresowałem się poezją chrześcijańską.
 
- Czy twój artystyczny dorobek został w jakiś sposób utrwalony?
- W epoce kaset magnetofonowych swoje piosenki przy akompaniamencie gitary nagrałem na kasecie „Dobrze, że jesteś”, z zespołowym podkładem i aranżami Radka Świderskiego. W ostatnich latach powstały płyty. W 2005 roku - „Uwierz w siebie”, z aranżami i wspólnym graniem na gitarach z Radkiem Świderskim. W 2008 roku, w czasie rekolekcji trzeźwościowych, wraz z ówczesnym bratem Mariuszem Szczepańskim - werbistą z Pieniężna, który aktualnie jest misjonarzem w Ekwadorze, zagrałem koncert w kaplicy seminarium w Pieniężnie. Koncert nagrano na płytę „A pokój niech będzie z wami”.  Moje pojedyncze wiersze ukazały się w zbiorkach Klubu Erato, fraszki gdzieś w pismach lokalnych. Pisywałem też do prasy lokalnej.  
 
- Nie myślisz, żeby zebrać to, co napisałeś?
- Jeszcze się nie przymierzałem. Na razie o tym nie myślę. Może po 70-ce zacznę pisać pamiętnik.
 
- Twój artystyczny talent i różnorodne osiągnięcia docenił Sokołowski Ośrodek Kultury, zapraszając cię w 2009 roku do cyklicznego programu „Tu pozostać muszę”...
- To była sympatyczna i wzruszająca impreza. Nasi lokalni wykonawcy śpiewali dla mnie, wystąpiłem też z mini recitalem swoich piosenek. Z Radomia przyjechał mój przyjaciel Krzysztof Kitowski, który, pamiętam, śpiewał piosenki Leonarda Cohena w tłumaczeniu Macieja Zembatego i moją piosenkę „Zmartwychwstanie”. Jestem bardzo wdzięczny Dyrekcji i pracownikom Sokołowskiego Ośrodka Kultury za ten wieczór. 
 
- Pamiętam Ciebie jako konferansjera na różnych imprezach. Nie tylko na Nocy Poetów. 
- Oczywiście do Nocy Poetów mam największy sentyment. Zapraszany jestem jako prowadzący i cenię sobie to spotkanie poetów nie tylko z naszego powiatu. Wielokrotnie prowadziłem też  na terenie powiatu sokołowskiego różne festyny, dożynki czy imprezy okolicznościowe. Poza tym byłem konferansjerem na ogólnopolskich Konfrontacjach Artystycznych Wsi Polskiej w Tarnowie i trzykrotnie na ogólnopolskim Przeglądzie Kabaretów Wiejskich w Chełmie. Wtedy poznałem znanych kabareciarzy – w tym Bogdana Smolenia, a po latach także Zenka Laskowika.
 
- GOK działał, ty też realizowałeś swoje pasje. Jednak zostawiłeś dobrze funkcjonujący ośrodek Nie szkoda było?
- Musiałem odejść ze względu na stan zdrowia. Miałem poważne problemy z chodzeniem spowodowane przebytą w dzieciństwie chorobą Heinego-Medina /Polio/, potem operacja i rok jeździłem na wózku inwalidzkim. Przeszedłem na rentę, w 1999 roku druga operacja i trzy  miesiące na wózku. Miałem ukończony Program Rozwoju Osobistego w Instytucie Psychologii i Psychiatrii w Warszawie i różne kursy, dzięki którym przez dwa lata pracowałem w poradni zdrowia psychicznego przy sokołowskim szpitalu jako terapeuta, pomagając ludziom uporać się z problemem alkoholowym. Ponieważ nie miałem studiów w tym kierunku, musiałem odejść. W 2000 roku Burmistrz Sokołowa Bogusław Karakula zatrudnił mnie w Ośrodku Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Potem pracowałem w Impel-u, w firmie sprzątającej sokołowski szpital. Kierowałem zespołem ludzi.  Po dwóch latach szpital rozwiązał umowę z firmą i ja znów byłem bez pracy.  
 
- Od wielu lat jesteś znany ze swojego zaangażowania w działalność trzeźwościową.  Skąd ten rodzaj aktywności? 
- To długa historia. W moim życiu był czas, kiedy mocno nadużywałem alkoholu. Długo by o tym opowiadać. Byłoby materiału na kolejny wywiad. W końcu jednak, kiedy waliło się moje życie rodzinne, praca zawodowa (byłem wtedy dyrektorem GOK-u), stosunki koleżeńskie i przyjacielskie za usilną namową żony postanowiłem przestać pić, chociaż prawdę mówiąc sam do końca wtedy nie wierzyłem, że mi się to uda.  Nie piję od 2 maja 1989 roku. To już prawie 25 lat. Poznałem ludzi, którzy nie pili od kilku lat. Zacząłem się z nimi spotykać, czytać książki i interesować programami, według których ludzie zmieniali swoje życie. I tak w roku 1992 zaangażowałem się aktywnie w ruch trzeźwościowy nie tylko na terenie Sokołowa, ale w Polsce i dalej.  
 
- Ważną formą tego zaangażowania jest też czwartkowa audycja trzeźwiejących alkoholików „Boże, użycz nam pogody ducha" w Katolickim Radio Podlasie. Jak to się zaczęło?
- W czerwcu 1992 roku powstało KRP, a w listopadzie ks. Zbigniew Grabowski zaproponował mi, żeby pojechać do radia i powiedzieć, co ja takiego robię, że już 3 lata nie piję. W tej audycji wzięli też udział moi koledzy z Sokołowa, Siedlec i Węgrowa. Program prowadził redaktor Andrzej Ilczuk, my byliśmy opowiadającymi gośćmi. Odzew słuchaczy był ogromny, przyszło dużo listów, telefonowano. Po miesiącu Andrzej Ilczuk zaprosił nas na kolejną audycję, aby odpowiedzieć na przysyłane pytania, już bez udziału księdza Zbyszka. I tak się zaczęło. Później były to audycje w przedziale czasowym dwóch tygodni. Obecnie program „Boże, użycz nam pogody ducha" – audycja trzeźwiejących alkoholików - jest zawsze w czwartki wieczorem i od dawna prowadzimy go sami. Pan Andrzej Ilczuk zdecydował się oddać stery audycji w nasze ręce. Dodam, że ta audycja jest prowadzona na zasadzie wolontariatu. Tak się umówiliśmy z dyrektorem, to dla nas było ważne. 
Na 20-lecie audycji zrobiliśmy takie podsumowanie, zaprosiliśmy dyrektorów, którzy przez te 20 lat rządzili radiem i mocno nas wspierali w naszej pracy. To było bardzo sympatyczne spotkanie.
 
- Wasza audycja cieszy się dużą popularnością. To zapewne dzięki niej w 2010 roku zostałeś laureatem Nagrody Platynowy Mikrofon Katolickiego Radia Podlasie w kategorii OSOBOWOŚĆ RADIOWA?
- To dla mnie ogromny zaszczyt. Słuchacze radia głosowali na stronie internetowej i dzięki tym głosom otrzymałem tę nagrodę. Jestem im za to bardzo wdzięczny. Taką samą nagrodę otrzymała audycja z okazji 20-lecia naszej bytności na antenie KRP.
 
Przez pewien czas byłeś też korespondentem KRP na powiat sokołowski…
- W 2003 roku dyrektor KRP, ks. Janusz  Wolski, zaproponował mi współpracę, która w pewnym stopniu trwa do dziś. Pracowałem jako korespondent do 2010 roku, zastąpiła mnie Karolina Skibniewska. Ja już nie bardzo dawałem radę, zdrowie nie pozwalało na pełną aktywność i dyspozycyjność.
 
- Zerwałeś z nałogiem dzięki grupie AA?
- Nie!!! Z nałogiem zerwałem dzięki mojej żonie i innym ludziom, którym na sercu leżało moje życie i praca. Dziś mogę powiedzieć, że im bardziej zależało niż mi… Ja się bałem kolejnego dnia bez alkoholu – boga, który mi załatwiał pracę, znajomości, dobrą zabawę… Jak to? Jak pójdę na imieniny, wesele czy imprezę integracyjną w pracy i nie wypiję? To mi się w głowie nie mieściło… To ludzie ze wspólnoty AA pokazali mi, co robić, żeby się znów nie napić. Bo tak naprawdę przestać pić to żaden problem. Kiedy rano boli głowa, ręce się trzęsą, organizm wywala z siebie to, co przez kilka dni czy kilka tygodni skonsumował w postaci piwa, wina i wódki, do żółci włącznie, to w tym momencie przestać pić to żaden problem… Problemem jest to, żeby się znowu nie napić… I tu bardzo pomagają i wspierają przyjaciele, którzy już tą drogę mają za sobą i mogą podzielić się swoim doświadczeniem. W moim przypadku zadziałało. Nie piję od prawie 25 lat. Jest nas takich, którzy wrócili do życia już w Sokołowie i okolicach sporo, ale, niestety, więcej w tym czasie zapiło się na śmierć niż wyszło z błędnego koła uzależnienia… To bardzo trudna praca i praca do końca życia. Może to nie jest szczęśliwe porównanie, ale u mnie działa: Osoba chora na cukrzycę musi dbać o swoją chorobę wstrzykując sobie kolejne dawki insuliny, dbając o dietę, czytając książki na temat swojej choroby i chodząc na spotkania diabetyków – ja mam zadbać o swoją chorobę w identyczny sposób: chodząc na spotkania z ludźmi, którzy też nie chcą pić, czytając literaturę na temat swojej choroby i dbać o odpowiednią dietę…
                                                                                                                                                                                                                                                       
- Co teraz jest twoim głównym zajęciem?
- Od wielu lat udzielam się w posłannictwie do trzeźwego życia. Napisałem program profilaktyczny dla szkół i odwiedzam szkoły, kluby abstynenta, uczestniczę w spotkaniach organizowanych przez stowarzyszenia, Gminne Komisje Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i rocznicowych spotkaniach grup AA. Przez 10 lat pracowałem w siedleckim Zakładzie Karnym z osobami odbywającymi kary pozbawienia wolności za przestępstwa popełnione pod wpływem alkoholu i narkotyków. Wyjeżdżam na rekolekcje i spotkania dla osób uzależnionych i ich rodzin. Paulini w Częstochowie i marianie w Licheniu organizują spotkania dwudniowe. Przyjeżdżają tam trzeźwiejący alkoholicy z całej Polski i nie tylko. W 2013 roku w Licheniu było ok. 30 tys. ludzi. Tam gram na mszy w grupie muzycznej, składam świadectwo.  Niezapomniane wrażenie, kiedy rano nasza wspólnota po całonocnym czuwaniu śpiewa moja piosenkę. To wszystko jest dla mnie ważne. 
Od 10 lat, dwa razy do roku, wiosną i jesienią, jeżdżę na czterodniowe rekolekcje do werbistów w Pieniężnie. Jestem w grupie organizacyjnej tych rekolekcji. Przygotowywane są konkretne wykłady dla trzeźwiejących alkoholików, dla ich rodzin, dla dorosłych dzieci alkoholików oraz dla księży opiekujących się tymi wspólnotami. Ja też mam swoje tematy, które tam przeprowadzam. Te rekolekcje cieszą się dużą popularnością, zawsze liczba chętnych przewyższa liczbę miejsc, jakimi dysponują werbiści. Jeszcze wcześniej podobne rekolekcje zaczęli organizować kapucyni w Zakroczymiu. Jeżdżę tam od 1991 roku.  Od trzech lat podobna inicjatywa dwa razy w roku ma miejsce w Górkach k. Garwolina. Nieregularnie bywam w innych miejscach, np. na Górze Świętej Anny na Dolnym Śląsku. Ostatnio jeżdżę na spotkania trzeźwościowe do środowisk polonijnych w Europie Zachodniej. Dwa razy byłem w Brukseli. Podobnie w Londynie i w Carlsbergu w Niemczech. Tam też mają problem i dobrze, że chcą z nim walczyć. Pod koniec ubiegłego roku miałem trasę koncertową na Dolnym Śląsku, wspierałem śpiewem i słowami bezdomnych w Bobrowcu i w Bogatyni. 
Na terenie powiatu raz w tygodniu mam spotkania w DPS w Wirowie, a w każdy poniedziałek w siedzibie Zarządu Rejonowego PZERI w Sokołowie Podlaskim prowadzę Punkt Informacyjno-konsultacyjny w temacie uzależnień. Tak więc w różny sposób służę osobom uzależnionym bądź nadużywających alkoholu w stopniu zagrażającym im i ich otoczeniu oraz współuzależnionym. 
Jestem na rencie, zamiast siedzieć w domu, wolę dać coś innym. Na ten rok mam już sporo zaproszeń z ośrodków leczących uzależnienia - do Jelcza, Wielenia n/Notecią, Krynicy Morskiej i oczywiście do Zakroczymia, Pieniężna i Górek.
 
- Dodam jeszcze, że współpracujesz z Klubem Literackim Erato, ubogacając oprawę muzyczną niektórych wieczorów poezji, można cię też spotkać wśród harcerzy. Rokrocznie występujesz na Muzycznych Spotkaniach z Poezją „Skarabeusz”…
- To pasja jeszcze z dawnych lat, kiedy aktywnie działałem w harcerstwie na Opolszczyźnie. Wyjeżdżałem na obozy harcerskie, biwaki i rajdy, a tam było dużo gier, zabaw i oczywiście harcerskiej piosenki. Tak zostało i lubię to „Skarabeuszowe” śpiewanie.
 
- Z czego jesteś najbardziej dumny?
- Nie bardzo mam z czego być dumny… Wiele złego w życiu zrobiłem i wykorzystuję czas, który Pan Bóg mi darował na to, żeby choć w małej części to „odpracować”. Teraz jest czas na to, aby na tyle siebie polubić i szanować, aby dzielić się tym z drugim człowiekiem. Dumny jestem ze swojej żony, naszych dzieci i czwórki fantastycznych wnuków. Mam nadzieję, a przynajmniej robię w tym kierunku wszystko, aby chociaż one widziały dziadka uśmiechniętego, radosnego, trzeźwego cieszącego się każdym nowym dniem. 
 
- Czym najbardziej lubisz się zajmować?
- Lubię to, co robię i to chyba jest najważniejsze. Nie wyobrażam sobie takiego codziennego wstawania z myślą: „i znów do tej cholernej roboty…”. Dopóki sił wystarczy, będę jeździł po świecie, śpiewał, zwiedzał i spotykał się z ludźmi, dzieląc się z nimi swoimi i ich troskami i radościami.
 
- Życzę, żeby tych sił ci nie brakowało, a wszystkie działania przynosiły ci jak najwięcej zadowolenia.  Natomiast o AA wkrótce porozmawiamy. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Jadwiga Ostromecka 
 
 

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe