Wymyśliła zakończenie „Ferdydurke"

Pochodząca z Sokołowa Podlaskiego Aniela Łukasiewicz przez lata była służącą Gombrowiczów. Okazuje się, że nie tylko korespondowała z Witoldem, ale również prowadziła własny pamiętnik, w którym opisała Powstanie Warszawskie oraz pobyt w obozie.
Postać Anieli szerszej publiczności po raz pierwszy przedstawiła Joanna Siedlecka, która opisała spotkanie z nią w swojej książce „Jaśnie panicz". Sokołowianka przez wiele lat była służącą w domu Gombrowiczów. Po wojnie jednak wróciła do rodzinnego miasta i tu zmarła.
Wróciła do Sokołowa
- Aniela powinna być osobą, którą Sokołów się szczyci - stwierdziła Joanna Siedlecka podczas spotkania ze słuchaczami Sokołowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. - Wdarła się przecież do polskiej literatury. Była nie tylko służącą, ale i przyjaciółką Witolda Gombrowicza. To ona wymyśliła zakończenie „Ferdydurke". Pod koniec życia Witolda wymieniła z nim też kilka listów, będących dziś dowodem ich przyjaźni.
Gdy Joanna Siedlecka pisała swoją książkę, odwiedziła wiele osób związanych z pisarzem. - Jestem ofiarą legendy Gombrowicza - przyznaje. - Napisałam tę książkę, ponieważ sama niewiele o nim wiedziałam. Od 1939 roku mieszkał za granicą, był pisarzem emigracyjnym i niewydawanym w Polsce. Do końca jednak pisał po polsku i interesował się tym, co się w rodzinnym kraju dzieje.
Witold urodził się w 1904 r. Aniela była od niego nieco starsza - urodziła się w 1896. Być może ta niewielka różnica wieku pozwoliła im się zaprzyjaźnić.
Joannie Siedleckiej nie było łatwo odnaleźć Anielę, ponieważ ta po powrocie do Sokołowa wyszła za mąż i zmieniła nazwisko. - Znałam jednak pewien szczegół - przyznaje pisarka. - Aniela była religijna, chociaż daleko jej było do dewotki. Gdy wysiadłam na dworcu w Sokołowie zaczęłam zaczepiać napotkane po drodze rówieśnice Anieli z nadzieją, że któraś z nich okaże się jej znajomą. I rzeczywiście jednak z pań zaprowadziła mnie do byłej służącej Gombrowiczów.
Przyjaciółka pisarza
Aniela, mimo swego wieku, była wciąż w świetnej formie. Zrezygnowała nawet z pomocy opieki społecznej. - Można powiedzieć, że jak na tamte czasy, była osobą wykształconą, ponieważ przed wojną skończyła szkołę powszechną - uważa Joanna Siedlecka. - Pochodziła z wielodzietnej rodziny. Jej matka zmarła wcześnie. Siostry ściągnęły ją do Warszawy, gdzie najpierw pracowała w lecznicy Omega. Umawiała się z tamtejszym stróżem, który wkrótce ją zdradził i z tego powodu rzuciła pracę. Niedługo później trafiła do Gombrowiczów. Nie była tam jedyną służącą, ponieważ pracowały tam też inne osoby. Z pewnością jednak była bardzo zżyta z siostrami i pomagała im. Z nimi spędzała wszystkie dni wolne od pracy. Zaprzyjaźniła się z Witoldem Gombrowiczem.
Co początkującego pisarza urzekło w Anieli?
- Kochał jej sokołowskie słownictwo - sądzi Siedlecka. - Cenił ją również za poczucie humoru. W jego twórczości zawsze istotną rolę odgrywała relacja wyższości z niższością. Sam przyjaźnił się z parobkami i służącymi - a nie ludźmi ze swojej sfery. U Anieli mogło mu się podobać też trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość. W końcu tu ona jest autorką zakończenia "Ferdydurke". Aniela bolała nad tym, że Witold był niewierzący. Żartowała też z jego kariery pisarskiej, uważając, że powinien wybrać bardziej odpowiedni zawód. Martwiła się jego homoseksualizmem, mając nadzieję, że kiedyś mu to przejdzie i się ożeni.
Gombrowicz rzeczywiście pod koniec życia ożenił się z Ritą, która od tego czasu zajmuje się jego twórczością.
Z pamiętnika Anieli
Aniela podczas wojny była w Warszawie. Jak wyjawiła Barbara Rydzewska, podczas powstania zaczęła pisać pamiętnik. „1.08.1944. Wybuch powstania. Jestem na Królewskiej przez tydzień. Pierwsze dni śpimy w domu. Jak się zaczęło bombardowanie zeszliśmy do piwnic i tam spędzaliśmy dni i noce. 9.08. Babcia Rena i ja wychodzimy z Królewskiej przez rozmaite gruzy piwnic (...) Stołujemy się, jak Bóg da, czasem coś gotuję albo dostajemy kostki na zupę od jakiejś kuchni dobroczynnej. Przez cały czas pobytu dwa razy robiłam koninę, choć z obrzydzeniem, ale jadłam, bo już mi dosyć głód dokuczał. 3.09. Padł w nasz dom pocisk, za chodnik bomba, zrobił się pożar. Byliśmy w wielkim niebezpieczeństwie, już ksiądz udzielił ostatniej absolucji, zrobił się wielki płacz, ale jeszcze nie było nam sądzone zginąć, bo wyszliśmy cało z piwnic na ulicę i pod wielkim ostrzałem (leciały co 8 minut takie wielkie pociski, nazywały się Berta) dobiegłyśmy do Chmielnej 30, ale tam nie było się gdzie zmieścić, więc zamieszkałyśmy w suterenie. Było nas 10 osób w małym mieszkaniu stolarskim. Tutaj już z żywnością gorzej. Mamy tylko cukier i trochę topionego masła."
Po tych wydarzeniach Aniela trafiła do obozu w Niemczech. Tam również prowadził swój dziennik. "20.05. Bardzo się ucieszyłam, bo w naszym obozie jest kaplica i można być co dzień na mszy i można być również u spowiedzi ile razy się chce. Do tej pory nic nie robię tylko czasem idziemy do kuchni do obierania kartofli, krajania kapusty albo robienia klusek. 18.06. Amerykanie nas opuszczają, a przyjeżdżają Anglicy. Zaciągają flagę Anglii i zagrała im polska orkiestra. 21.06. Dziś drugi raz byłam w Kolonii zwiedzić katedrę, bo więcej nie ma bardzo co zwiedzać, gdyż okropnie zbombardowane miasto."
Po wojnie Aniela wróciła do Warszawy, jednak rodzina Gombrowiczów, która straciła swój majątek, nie mogła sobie pozwolić na utrzymywanie służącej. Postanowiła więc przyjechać do Sokołowa. Tu spędziła ostatnie lata swojego życia. Zmarła w 1980 r. Została pochowana na cmentarzu przy ul. Siedleckiej.
TEKT/FOT. KATARZYNA MARKUSZ
NA ZDJĘCIU: JOANNA SIEDLECKA (Z LEWEJ), AUTORKA KSIĄZKI O GOMBROWICZU Z SIOSTRZENICĄ ANIELI ŁUKASIEWICZ
« wróć | komentarze [0]
Dodaj komentarz
Komentarze do tego wpisu
Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu