Ostatnie dni ułańskiego życia Kasztanki Marszałka

11 listopada 1927 roku była uroczystość obchodów 9-tej rocznicy odzyskania niepodległości – zwana rewią listopadową. Jak co roku odbywała się na Placu Saskim naprzeciwko nieistniejącego dziś Pałacu Saskiego i pomnika księcia Józefa Poniatowskiego, za którym pod kolumnami spinającymi oba skrzydła Pałacu znajdował się Grób Nieznanego Żołnierza.
Na trybunach, po obu stronach pomnika siedzieli dyplomaci odziani w futra, generałowie, starsi oficerowie, attachés wojskowi, inni honorowi goście. Widok zdobiły barwne galowe mundury ze złotem sznurów - akselbantów i epoletów oraz chwiejących się pióropuszami czak. Nad wszystkimi górował las długich biało-czerwonych chorągwi, które trzepotały się w ostrym, listopadowym wietrze. Kasztanka z Marszałkiem stała na tle pomnika księcia. Wzrok wszystkich był skierowany w to miejsce.
Po uroczystości Wojciech Kossak wykonał najsłynniejszy portret Kasztanki z siedzącym na niej Marszałkiem. Potem tymczasowo odstawiono klacz do koszar 1-go Pułku Szwoleżerów przy ul. Ułańskiej, obecnie Szwoleżerów, skąd po dziesięciu dniach, 21 listopada została odesłana transportem kolejowym do 7 Pułku Ułanów Lubelskich w Mińsku Mazowieckim. W czasie podróży zachorowała. Przywieziona na dworzec miejscowy, pomimo udzielonych zabiegów lekarskich przez lekarza wet. por. W. Koeppego nie zdołała się już podnieść. Towarzyszący jej w czasie podróży szeregowiec - opiekun mówił, że zdrzemnął się w wagonie, a gdy obudził się – klacz leżała postękując. Podnieść się z podłogi nie mogła.
Stwierdzono bezwład tylnych partii ciała Kasztanki. Podejrzewano uszkodzenie kręgosłupa. W czasie, gdy odpoczywała, leżąc na podłodze, być może na skutek ostrego hamowania pociągu, dostała się pod deskę odgradzającą stanowisko od środka wagonu, a potem wstając, grzbietem podparła ją i próbowała siłą usunąć. Skutkiem tego nastąpiło pęknięcie jednego z kręgów piersiowych.
Natychmiast jeszcze tej nocy z 21 na 22 listopada przybyli z Warszawy płk lek. wet. Konrad Millak i płk lek. wet. Józef Kulczycki. Niestety, nie udało im się uratować Kasztanki, padła w nocy 23 listopada. Sekcja wykonana na jej zwłokach przez płk lek. wet. J. Kulczyckiego wykazała złamanie ostatnich kręgów piersiowych oraz żeber, których ostre końce uszkodziły ważne naczynia w jamie piersiowej.
Płk K. Millak (przed pierwszą wojną światową jakiś czas pracował w Węgrowie na stanowisku zastępcy powiatowego lekarza weterynarii ) zarządził wypchanie skóry Kasztanki i przewiezienie eksponatu do muzeum. Natomiast szczątki Kasztanki spoczęły pod klombem przed budynkiem dowództwa 7 Pułku Ułanów Lubelskich w Mińsku Mazowieckim. W miejscu tym położono kamień z napisem: „Tu leży KASZTANKA, ulubiona klacz bojowa Marszałka Piłsudskiego”. Podkowy i gwoździe podkowiaki (hufnale) zostały przekazane dowództwu pułku.
Wypchana Kasztanka daleko odbiegała kształtem od żywego, o szlachetnych proporcjach, oryginału. Jedynie umaszczenie klaczy przypominało jej wygląd.
Jakie były jej dalsze losy? Początkowo została umieszczona w Muzeum Centrum Wyszkolenia Weterynaryjnego w Warszawie, potem w nowym gmachu Muzeum Narodowego. Po śmierci Marszałka znalazła się w Belwederze, a w czasie okupacji w Muzeum Wojska Polskiego. Pozbawiony wszelkiej opieki eksponat ulegał coraz bardziej zniszczeniu, przedstawiając sobą smutny, tragiczny wygląd. Po drugiej wojnie światowej ta cenna dla wszystkich Polaków pamiątka po Marszałku została na rozkaz kolejnego marszałka Polski Michała Roli - Żymierskiego spalona na dziedzińcu muzeum. Ten przywieziony przez sowietów dawny legionista, za niecne sprawy pozbawiony przez Piłsudskiego stopnia oficerskiego i sądownie wtrącony do więzienia, miał teraz możliwość mściwego odwetu na Marszałku, niszcząc wszystkie po nim pamiątki.
Pułkownicy lekarze weterynarii Konrad Millak i Józef Kulczycki po drugiej wojnie byli profesorami na Wydziale Weterynaryjnym w Warszawie. Pierwszy wykładał nam historię medycyny weterynaryjnej, drugi – chirurgię. Bardzo serdecznie ich wspominamy jako patriotów. Ostrożnie, ale śmiało i konsekwentnie świadczyli swoją pamięcią o bohaterskich czynach Naczelnika Państwa Polskiego, o dowódcach wszystkich formacji wojskowych, o ułańskiej armii i Kasztance, która przeszła do historii jako przedstawicielka i symbol wszystkich koni, które jak mityczne centaury, zjednoczone z jeźdźcami – szły w bój za dobrą i świętą sprawę – za wolność naszej Ojczyzny.
FRANCISZEK KOBRYŃCZUK
« wróć | komentarze [3]
Dodaj komentarz
Komentarze do tego wpisu
Wspaniały artykuł! miło było przeczytać, szczególnie przy 11 listopada |
anonim 2012-11-15 22:21:03 |
Wspaniały artykuł! przyjemnie czytać szczególnie przy 11 listopada |
2012-11-15 22:14:33 |
Świetne są teksty pana Kobryńczuka |
mh 2012-11-15 20:48:13 |