Opowiem Ci o przeszłości - Młyn nad… sadzawką

To tytuł cyklu, który rozpoczęliśmy z nowym rokiem szkolnym. Będą się w nim pojawiały moje opowiadania (lub ich fragmenty) pochodzące ze zbioru "Mgliste sny minionych dni” oraz nowe teksty przygotowywane do druku. Wszystkie są oparte na prawdziwych relacjach ludzi - świadków bądź uczestników niezwykłych wydarzeń. Wielu z nich już nie ma wśród żyjących, więc zdążyłam w ostatniej chwili poznać i utrwalić ich historię. Mam nadzieję, że ten cykl zainspiruje Czytelników do uważnego wsłuchania się w to, co mają nam do powiedzenia dziadkowie czy pradziadkowie. Wysłuchają, a potem zechcą zapisać, przekazać innym. Chętnie poznam ciekawe opowieści, by potem je literacko wykorzystać w kolejnych opowiadaniach. Można się ze mną kontaktować elektronicznie:
kwiek.wieslawa@gmail.com
Wyścigiem Pokoju emocjonowali się wszyscy, starsi i młodsi.
Młyn nad… sadzawką
Lubię maje, a ten tegoroczny jest jakiś szczególny. Może dlatego, że już kończę szkołę podstawową i nie wiem, co po niej. Trochę inaczej patrzę na chłopaków, bo osiem lat grałam z nimi w nogę, stojąc na obronie. Może będzie mi brakowało dziewczyn, z którymi piekłyśmy ciasta i szyłyśmy fartuszki na zajęciach praktyczno - technicznych? Jeszcze miesiąc i się rozstaniemy. Każdy pójdzie w swoją stronę. Chłopcy się wybierają do techników i zawodówek. Będą się uczyć na mechaników samochodowych i budowlańców. Kilka dziewczyn myśli o liceum ekonomicznym. Jadźka i Zosia chcą się uczyć na fryzjerkę lub kucharkę. Jak nie znajdą pracy w Siedlcach, to jedna będzie strzyc rodzinę, a druga dorabiać przy organizacji wesel.
- Żeby strzyc sąsiadów, nie musisz kończyć szkół - powiedziałam ze znawstwem. - Mój ojciec sam się tego nauczył i teraz robią sobie takie fryzjerskie maratony. Schodzą się do nas jego koledzy, najczęściej w niedzielne przedpołudnie, i jeden obcina drugiemu włosy. Ile jest przy ty śmiechu i żartów! - relacjonowałam koleżance.(…)
Dużo młodych chodzi na majówki. Są odprawiane przy kapliczce w środku wsi. To zawsze wielka atrakcja wyrwać się z domu od roboty.(…)
Dzień się powoli kończył. Zachodzące słońce dawało znak żabom, że mogą rozpoczynać swoje koncerty. Ich muzykowania nakładały się na siebie, bo dochodziły z kilku sadzawek we wsi. Samce swoim rechotem głosiły piękno tego świata i cud odradzającego się co roku życia. Ich kawalerskie popisy były konkurencją dla nas modlących się przy kapliczce i kończących każde spotkanie jakąś maryjną pieśnią.
góry, doliny zielone… (…)
Chwalcie z nami Panią świata…
- Ałaaa!
- Parzy!
- Przestańcie! Boli!
To sympatyczni koledzy, którzy zawsze zajmowali miejsca za naszymi plecami, wprawiali w ruch wyrwane spod płotów badyle pokrzywy i smyrali nas po odsłoniętych łydkach.
- Uciszcie się tam z tyłu! - odezwała się Alina, babcia Jagody, obrzucając nas karcącym spojrzeniem.
- To chłopaki… - próbowała nas usprawiedliwić Bożena.
Znów przez kilka kolejnych minut popłynęło niczym nie zakłócane zawołanie: „Módl się za nami”, a potem śpiewne „Pod Twoją obronę...” i pieśń na zakończenie. Nie mogłyśmy się doczekać końca, żeby odpłacić chłopakom za te pokrzywy. Ledwie zabrzmiało finałowe „amen”, w ruch poszły troczki od fartuchów, na których klęczałyśmy. Teraz rozlegały się inne okrzyki:
- Ałaaa! Tylko nie po uszach!
- Przestań! Zacięłaś mnie w oko! Nic nie widzę.
W połowie drogi do domu następowało obopólne zawieszenie broni. Zwiędnięte badyle pokrzyw lądowały pod płotem, fartuchy przewieszałyśmy przez ramię i dzieliliśmy się wszyscy ciekawostkami.
- Oglądałyście dzisiaj relacje z Wyścigu Pokoju. Trzech naszych w pierwszej dziesiątce - zaczął Marek.
- Kto by to przepuścił - podchwycił Witek. - Mytnik był pierwszy, a Szozda – drugi.
- Ja też oglądam, a jak gramy w kapsle na podwórku, to ja jestem Stanisławem Szozdą, mój brat Zbyszek - Tadeuszem Mytnikiem, a najmłodsza Helenka - Januszem Kowalskim.
- Dobrze Polakom idzie. Oby tak dalej, to w Berlinie miejsca na pudle murowane, jak nie indywidualnie to w klasyfikacji drużynowej - podsumował Witek. (…)
Wiesława Kwiek
Przyszła wiosna, słońce świeci,
na podwórko biegną dzieci.
Jaś do ręki piłkę bierze,
Zenek jeździ na rowerze.
Basia fika na trzepaku,
zerka okiem na chłopaków.
- Który zgrabny? Który sprytny?
Albo zmyślny, albo bitny?
Bez poklasku ten kolega,
z którego zwykła lebiega.
Przyszła wiosna, świeci słońce,
ale pusto dziś na łące.
Na podwórku przed blokami
nikt nie goni za kotami.
Nikt nie pogra z innym w klasy,
choć jest na zwycięstwo łasy.
Jeden z drugim w komputerze
siedzi i za gry się bierze.
Tamten ranny, ten ukryty,
tu potworek raz zabity
drugie życie ma, więc wstaje
i już innym cios zadaje.
Wirtualny świat pochłania
Julkę, Zosię oraz Frania.
Słońce coraz mocniej grzeje,
na boisko wietrzyk wieje.
Żadnych harców, żadnych krzyków,
gonitw, przezwisk, śmichów-chichów.
Wszyscy siedzą w swych komórkach
i nie wyjdą na podwórka.
Babcia załamuje ręce,
nie chce o grach słyszeć więcej.
Po namyśle jedno powie:
- Ten świat dziś stanął na głowie!!
Wiesława Kwiek
« wróć | komentarze [1]
Dodaj komentarz
Komentarze do tego wpisu
Pięknie Pani pisze. |
gra 2022-06-21 00:18:46 |