Opowiem Ci o przeszłości - Generał Stanisław Brzóska

W opowiadaniu wykorzystałam m.in. przekazy rodzinne Wojtkowskich z Przywózek, które usłyszałam od pani Teresy Mielke (Zielińskiej). Jej prapradziadek był świadkiem publicznej egzekucji. Jak wielu innych mieszkańców okolicznych wsi, został do tego przymuszony przez Moskali.
Generał Stanisław Brzóska
(…) Carscy zjawili się, gdy śniadaliśmy. Mnie i ojcu kazali się ubierać. Powiedzieli, że mamy iść do Sokołowa. Opór był daremny, bo w rękach Kozaków śmigały nahajki, a strzelać też umieli celnie. Na drodze zobaczyliśmy naszych sąsiadów i krewnych. Sami mężczyźni. Kobiety zostały w domach. Pognali nas gromadą do Sokołowa. Rozmawiać po drodze nie pozwolili.
Zanim dotarliśmy na rynek, usłyszeliśmy dźwięk siekier. To stolarze kończyli zbijać dwie szubienice. Plac był w połowie zaludniony. Z różnych ulic dochodzących do rynku co jakiś czas wypływał potok ludzi. Tylko cztery ulice z ośmiu najważniejszych były wybrukowane. Reszta rozmiękała przy najmniejszych deszczach i grzęzło się w błocie po kostki. Teraz ta ciżba ludzka rozniosła i rozdeptała resztki kałuży po nocnym deszczyku. Żołnierze gnali gapiów Węgrowską i Drohicką, Rogowską i Winnicami. Nas ustawili od ulicy Kościelnej, bliżej końskiego targu. Ludzi przybywało. Wszyscy rzemieślnicy, którzy mieli swe warsztaty przy rynku, musieli je zamknąć i wyjść na plac. Opornych wyganiano przy pomocy kolb karabinów i batogów. Posępny pomruk tłumu i dźwięk siekier zlewał się w jedno, a potem niósł się między domy i kamienice.
Kiedy ich wyprowadzili, z tysięcy gardeł wyrwały się westchnienia i słowa modlitwy. W oczach zalśniły łzy. Zabrzmiały werble i naczelnik odczytał wyrok. Nie wszystko zrozumiałem, bo gwar narastał, ale do moich uszu doszły słowa: … i za kierowanie oddziałem powstańczym w celu prowadzenia rozboju i grabieży…
Chcieli dziesięciu tysiącom stojącym na rynku wmówić, że wieszają zwykłych bandytów, a nie wojowników o wolność. Kat już stał za plecami skazańców, gotów na każde skinienie swych mocodawców. Ksiądz Brzóska zaczął swoje ostatnie kazanie: „Żegnajcie bracia i siostry i wy małe dziatki. Ginę za naszą ukochaną Polskę, która przez naszą krew i śmierć..”.
Resztę zagłuszyły werble. Ucichły dopiero wtedy, gdy już było po wszystkim. Bałem się spojrzeć w tamtą stronę, by mi ten obraz nie został na całe życie.
Kazali nam tak stać przeszło godzinę. Wilczyński i Brzóska konali na oczach tysięcy mieszkańców Sokołowa i okolicznych wiosek. Wracaliśmy do domów przygnębieni. W drodze powrotnej ktoś z Sikor ściszonym głosem przekazał nową wiadomość:
- Władze carskie jeszcze przed powieszeniem chciały pozbawić księdza Brzóskę stanu kapłańskiego.
- O, to łotry! - wyrwało się ojcu. - Mało im, że pozbawili go życia, to jeszcze i…
- Urzędnicy rosyjscy sami nie mogli jednak tego zrobić, więc naciskali na biskupa Beniamina Szymańskiego, aby rozpoczął kościelny proces. Na szczęście, do tego nie doszło – zakończył ten z Sikor.
I te ostatnie słowa były nam jakimś pokrzepieniem.
- Ty się, Stasiu, przyglądaj i ucz – zwrócił się do mnie ojciec. - Ja już może nie doczekam, ale ty opowiadaj swoim synom, czego byłeś świadkiem. Może któryś z Wojtkowskich dożyje chwili, gdy zrzucimy jarzmo niewoli. (…)
Wiesława Kwiek
« wróć | komentarze [0]
Dodaj komentarz
Komentarze do tego wpisu
Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu