O efektach specjalnych…

„Metropia", animowany dreszczowiec science-fiction z 2009 roku to kolejny film, jaki obejrzeli członkowie Dyskusyjnego Klubu Filmowego w Sokołowskim Ośrodku Kultury.
Głównym bohaterem filmu jest Roger, który pracuje w call center. Codziennie wraca do szarego mieszkania w odrapanym bloku, gdzie czeka na niego ukochana Anna, której przyjaźń z fińskim rastafarianinem niezbyt podoba się Rogerowi.
W telewizji - nocą
Całość filmu utrzymana jest w szarych, monotonnych barwach. Świat, w którym żyją bohaterowie to przykryta kurzem i brudem Europa, gdzie kończą się światowe zapasy ropy naftowej. Ludzie są kontrolowani niemal na każdym kroku. Grzegorz Pieńkowski, przewodniczący federacji DKF-ów, mówił zgromadzonym w sali SOK o swoim zainteresowaniu kinem oraz o efektach specjalnych używanych w tym i innych filmach.
- Jestem maniakiem kina. Wsiąkłem w to, kiedy miałem 5 lat. W kinie fascynuje mnie to, co jest istotą Dyskusyjnych Klubów Filmowych - zbieramy się wspólnie, żeby coś razem obejrzeć, coś razem przeżyć - podkreślił. - Ci, którzy tu przychodzą dokonują wyboru, chcą oglądać wartościowe rzeczy, a nie to co proponuje telewizja, gdzie dobre filmy pokazywane są późno w nocy.
Pieńkowski uważa, że całe kino jest jednym wielkim efektem specjalnym. - W momencie, kiedy będziemy oglądali film wyświetlony z taśmy optycznej obraz na ekranie będzie się zmieniał 24 razy na sekundę. Te obrazy jednak są jeszcze przedzielone ciemnością, której my nie zauważamy. W efekcie, gdy idziemy do kina i płacimy za obejrzenie filmu, który ma trwać dwie godziny, wówczas godzinę siedzimy w ciemności. Kino jest więc oszustwem od początku do końca. W momencie kiedy Thomas Edison w stanach Zjednoczonych zaczął robić ruchome obrazy to poza zwykłą rejestracją ruchu - pokazaniem bojących się kobiet, dwóch bokserów, ruchu ulicznego w Nowym Jorku, zaczął wymyślać pewne rzeczy, które później przeszły do historii jako efekty specjalne. W studiu Edisona w 1895 r. nakręcono film „Egzekucja Marii królowej Szkocji". Aktorkę podmieniono wówczas na manekin, któremu została ścięta głowa.
Filmowe czary
W tym samym roku zaczęli swoje filmy pokazywać publicznie bracia Lumiere, którzy kupili kinetoskop od Edisona, przebudowali go trochę i zaczęli kręcić filmy. Podczas swojego pierwszego pokazu zaprezentowali również film, w którym wykorzystali efekt specjalny. Było to „Zburzenie muru", gdzie po zniszczeniu fragmentu budynku cofnięto taśmę i pokazano jak mur staje na nowo. - Bracia Lumiere pomyśleli, że dla widza będzie interesujące, jeżeli zobaczy on na filmie czary, których w normalnych warunkach zrobić nie można. Okazało się, że możemy fałszować obraz, tworząc rzeczy, których w normalnym świecie nie spotkamy nigdy. Bardzo szybko okazało się, że efekty specjalne służą również temu, żebyśmy mogli wzbogacać naszą opowieść. Tak było w jednym z najsłynniejszych filmów – „Przeminęło z wiatrem". Część plenerów, budynków, dekoracji domalowywano tutaj na taśmie, tworząc złudzenie, że poszczególne sceny kręcone były w miejscach, jakie ogląda widz.
Nierealny świat
"Metropia" to film w całości zrobiony w komputerze.
- Wszystko jest tu jednym wielkim efektem specjalnym - wyjaśnia Pieńkowski. - To, że te postacie są trochę przerysowane, daje nam umowność. Reżyser w ten sposób mruga do nas okiem i mówi: „Ja to wymyśliłem". Efekty specjalne pomagają w tym, żebyśmy uwierzyli w to, co jest na ekranie. Idąc do kina chcemy wierzyć w to, że przez dwie godziny byliśmy w innym, nierealnym świecie. Są one podstawą istnienia kina, bez nich nie można już sobie wyobrazić tego co byłoby do pokazania.
INFO/FOT. KATARZYNA MARKUSZ
« wróć | komentarze [0]
Dodaj komentarz
Komentarze do tego wpisu
Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu