Drogą porozumienia i pojednania

W niedzielę 27 lutego w SOK odbyła się kolejna impreza z cyklu „Tu pozostać muszę” Tym razem zaproszono mnie w roli bohatera tego spotkania.
Złośliwi twierdzą, że późno, że za to co zrobiłem dla sokołowskiej kultury należało zaprosić mnie wcześniej. A ja uważam, że mojej następczyni na stanowisku dyrektora Sokołowskiego Ośrodka Kultury należą się słowa najwyższego szacunku i uznania, że w ogóle miała odwagę mnie gościć w domu kultury, który zbudowałem.
Bolszewicy współcześni
Przecież jeszcze niedawno „bolszewicy” z sokołowskiej Solidarności niszczyli wszystkie dokumenty, nagrania z imprez i ze spotkań, z ciekawymi ludźmi, w tym z uczestnikami ruchu oporu (Jasiem Adamczykiem, Stanisławem Oleksiakiem, Witoldem Ręczmieniem, Franciszkiem Ząbeckim), zdjęcia z uroczystych, otwarć budynków handlowych, szkół, banków, dróg, ośrodków zdrowia, zakładów pracy, z wielu wspaniałych imprez, premier filmowych, wystaw. Wszystko co powstało w sokołowskiej kulturze na zasadzie walki ideologicznej było niszczone, bo wiązało się z nomenklaturowym dyrektorem tej instytucji. Typowe dla bolszewików. Nieprawdaż?
Na szczęście w pamięci Sokołowian pozostały miłe wspomnienia, o czym mogą świadczyć życzenia, kwiaty piosenki i wierszyki, jakimi mnie obdarowano. Wiesiek Kondracki gratulując mi powiedział, że dla takich chwil warto było pracować i obrywać. A on też dostał za swoje budując z mozołem potęgę Morszkowa i wie, co mówi. Dlatego uważam, że Sokołowski Ośrodek Kultury pod kierownictwem Pani Marii Koc znowu - jak kiedyś - pokazuję Polsce i Polakom drogę po której powinni iść: drogę porozumienia i pojednania.
„Biały dom”
Tak było w 1974 roku, kiedy w na koncercie dla budowniczych kombinatu mięsnego w pierwszym rzędzie sali widowiskowej kierujący budową p. Kępa posadził po prawej stronie ks. proboszcza Stanisława Pielasę, a po lewej pierwszego sekretarza KP PZPR tow. Henryka Berezę, gdyż z oboma pracowało mu się doskonale. A ja za to dostałem w „białym domu”. Jeśli młody czytelniku nie rozumiesz, o czym piszę, zapytaj swoich rodziców, pamiętających czasy PRL-u. A sam przeczytaj mój felieton z cyklu „Tak było” pt. „Pojednanie”. Będziesz wiedział i rozumiał więcej od innych.
Czasy PRL to na pewno nie „czarna dziura” w naszej najnowszej historii, jak chcą je widzieć niektórzy neofici, ale także okres odbudowy zniszczonych miast i wsi, czasy wielkich reform społecznych i gospodarczych. Dlatego warto było przyjąć nasze - byłego i obecnego szefa sokołowskiej kultury - zaproszenie na spotkanie „Tu pozostać muszę”.
Wśród przyjaciół
Przyszło wielu Sokołowiaków, ale także przedstawiciele wielkiej rodziny animatorów kultury z byłego województwa siedleckiego: z Siedlec, z Mińska Mazowieckiego, z Węgrowa. Nie odmówili udziału w imprezie byli wojewodowie: pani Grzebisz-Nowicka i pan Marek Zelent, a także pan Janusz Nowicki, były dyrektor Departamentu Domów Kultury i Bibliotek Ministerstwa Kultury i Sztuki, dzięki którego wsparciu mogliśmy zrealizować nasze pomysły, znane w całej Polsce jako, sokołowski eksperyment kulturalny. Chociaż spotkanie trwało blisko 4 godziny, nikt się nie nudził. Piosenki w wykonaniu Eli Sieradzińskiej, Eli Kieliszkowej, Romana Brochockiego oraz cygańskiego zespołu „Czar”, przeplatane wspomnieniami byłych pracowników kultury, spotkały się z powszechną aprobatą zebranych. Było miło i sympatycznie, jak wśród przyjaciół.
Idźmy tą drogą
Chciałoby się, by takich imprez było w Sokołowie więcej, by bawili się na nich nowi i starzy pracownicy nielicznych już zakładów pracy, które przetrwały transformację ustrojową. Marzy mi się np. takie spotkanie z Albinem Makowskim, żołnierzem AK i dyrektorem naszej cukrowni, zanim politycy skazali ją na zagładę. Albo z Wiesławem Kondrackim, twórcą potęgi Spółdzielni Rolniczej w Morszkowie, którą sami członkowie doprowadzili do upadku a dziś - nie mając z niej profitów - plują sobie w brodę i cierpią biedę. Czy nie byłoby interesujące poznać przy okazji takich spotkań historię wielu zakładów pracy i ludzi, którzy z mozołem i determinacją je organizowali? Powie ktoś - to nie tematy dla kultury. Nieprawda. Kultura, jako zjawisko społeczne, powinna i jest obecna wszędzie i jeśli SOK takie imprezy będzie organizować, możemy mieć pewność, że nawet trudne i bolesne sprawy potrafimy pokazać we właściwym świetle i kulturalnej atmosferze. Bez agresji i powszechnej dziś demagogii. Drogę otworzyła Pani Maria Koc. Idźmy tą drogą.
WACŁAW KRUSZEWSKI
FOT. BG
« wróć | komentarze [2]
Dodaj komentarz
Komentarze do tego wpisu
Dziękuję P.Wacławie za piękne i mądre myśli ! |
Czarna 2011-04-17 10:34:28 |
Panie Wacławie, gratuluję ma pan lekkie pióro, świetnie się Pana teksty czyta |
Michał Milewski 2011-03-16 18:32:04 |